niedziela, 1 marca 2015

Rozdział V

     Czarna Perła szybko przemierzała kolejne mile morskie. Hector Barbossa pełen zniecierpliwienia oczekiwał, aż wreszcie znajdzie się w upragnionym miejscu. Byli jednak tacy, którzy stanowczo nie podzielali jego zadowolenia. Odkąd Gibbs poznał cel tego rejsu, na jego barki spłynęło dziwne poczucie odpowiedzialności. Czuł, że nie może pozwolić Barbossie na podjęcie takich kroków. Nie może pozwolić na takie straty. Musi chronić i siebie i załogę. Snuł się po pokładzie z głową pełną kotłujących się myśli. Zaczynając od tych przeklinających Sparrowa, poprzez te, które jednak usprawiedliwiały jego posunięcie, zahaczając o nienawiść do obecnego kapitana, a kończąc na jednej, krzyczącej najgłośniej - "bunt". Myśl ta spowodowała, że wkrótce wyeliminowała konkurencję i pozostała jedyną. Nie pozwalała mu normalnie funkcjonować. Była jak niepohamowana żądza, z dnia na dzień, przybierając wręcz postać potrzeby. Początkowo Gibbs starał się ją odrzucić, rozpatrzeć jej "za" i "przeciw",  jednak zapuściła ona korzenie już naprawdę głęboko, stała się chwastem, którego nie sposób wyplewić. Na drodze stało tylko jedno - szabla Czarnobrodego. No, może dwie. Był jeszcze brak przekonania załogi.
     Zszedł do celi Czarnej Perły. Wokół niego panował półmrok. Szedł ostrożnie, zerkając na boki. Kiedyś wiało tutaj pustką, jednak teraz więzieni byli tu załoganci. Doba w celi stała się najzwyklejszą karą za nieprawidłowo wykonane polecenia lub przeciwstawienie się rozkazowi. Przykucnął obok jednej, znajdującej się na samym końcu, z dala od reszty. Spojrzał przez zimne kraty. W kącie siedziała ciemnowłosa postać, z twarzą zwróconą ku ścianie.  Rękami oplotła zgrabne nogi, układając głowę na kolanach.
     — Angelica...
Kobieta drgnęła i odwróciła głowę. Jej twarz była brudna, wychudzona. Widać, że Barbossa nie zaprzątał sobie nią głowy. Ciemne oczy błysnęły przyjaźnie. Uśmiechnęła się delikatnie.
     — Jak się czujesz? — zapytał, podając jej przez kraty karafkę z wodą i małe zawiniątko z kawałkiem peklowanego mięsa w środku, którego zapach był co najmniej obrzydliwy.
     – Nieźle – stwierdziła, przysuwając się do krat i pociągnęła łyk napoju, który również nie grzeszył jakością.
Gibbs postanowił od razu przejść do sedna.
     – Mam do ciebie sprawę – zaczął, sadowiąc się na wilgotnej podłodze – Jeszcze za życia Czarnobrodego opowiadano o nim różne dziwne historie. Takie jak te o jego szabli albo statkach, które zamykał w butelce. Na własne oczy przekonałem się, że są prawdziwe. Ale wiem, że jest jeszcze przynajmniej jedna... — spojrzał na kobietę ostrożnie – I wiem, że ty ją znasz.
Angelica nachmurzyła się. Jej twarz przybrała ostrego wyrazu, uwydatniając tylko i tak dobrze widoczne kości. W ciszy przełknęła kawałek mięsa, krzywiąc się od nadmiaru soli i popiła go wodą.
     – Ojciec był prawdziwym postrachem mórz – zaczęła – Grabił, zabijał, zatapiał co się dało, jak każdy pirat. Ale on zebrał pokaźną ilość łupów. Każdy głupi domyśliłby się, że po prostu musiał je gdzieś trzymać. Gdyby przechowywał wszystko na Zemście Królowej Anny, stałby się idealną zdobyczą, a sam był już wystarczająco cenny. Zbyt ryzykowne. A więc domyślano się, że ma gdzieś swoją  ukrytą wyspę. Przypuszczano nawet w jakich okolicach, mogłaby się znajdować, bo jego okręt znikał zawsze w tym samym miejscu. Zajmował się tym jakiś Anglik. Opracował mapę dla króla Jerzego, jednak nie był typem lojalnego, oddanego swojemu władcy obywatela. Celowo wprowadził do niej błąd. Sporządził drugą i rozpoczął poszukiwania wyspy Czarnobrodego na własną rękę. Jednak facet zginął, a mapa trafiła w ręce Barbossy. Nie wykluczone, że sam go zabił.
     – Wszyscy leją się dla łupów? – Gibbs podrapał się po łysinie. Jego zdaniem Teach nie mógł zgromadzić tylu wartościowych przedmiotów.
     – Też. Ludzie Jerzego szukają wyspy dla pieniędzy, a król dla chwały. Pomyśl, byłby Tym-Który-Odzyskał-Przywłaszczone-Tereny. O kosztownościach nie wspominając. Ale tutaj chodzi o coś jeszcze – kobieta uśmiechnęła się tajemniczo – Czego ludzie pragną najbardziej, jeśli nie pieniędzy, panie Gibbs?
     – Sławy? – zapytał i popatrzył na nią niepewnie – Wolności?
     – Władzy. Bo ten kto ma władzę, ma wszystko, czego zechce. Podobno ostatnią rzeczą, jaką ojciec zrobił przed śmiercią, jeszcze zanim ja weszłam w jego życie, było zamknięcie Calypso z powrotem w ciele Dalmy. Nikt nie wie, jak tego dokonał, ale miał nad nią władzę. I do tego właśnie wszyscy dążą.
     – A ty? Czemu cię tutaj trzyma?
Angelica spojrzała na niego cierpko.
     – Przez Sparrowa - prychnęła.
Gibbs przestudiował w myślach sposób, w jaki Sparrow obchodził się z tą kobietą, rozmowy na jej temat. Był tylko piratem, nie znał się na uczuciach. Jednak jedno wiedział na pewno - nigdy nie widział swojego kapitana, który patrzyłby na jakąkolwiek kobietę tak, jak na tą.
     – On cię kocha - odparł, po czym dodał ze słabym uśmiechem, po chwili zastanowienia – Oczywiście jeśli tylko Jack kochać potrafi.
     – Gdyby tak było, nie siedziałabym tutaj, a wy nie bylibyście pod jarzmem Barbossy! – rzuciła gniewnie. W jej głowie sprawa nie była jednak tak oczywista, jak to przedstawiała. Niechciane myśli, jedna po drugiej,  pojawiały się w jej głowie i nie chciały odejść. Co teraz robi Sparrow? Czy jeszcze żyje?  Jeśli żyje, za pewne pije teraz rum na Tortudze i za nic ma ludzi, którzy wciąż pokładają w nim nadzieje. Ma za nic Gibbsa, załogę i... ją.
~*~
     – Panowie! To nasza szansa – nalegał Gibbs. W jego głosie brzmiała nadzieja.
Załoganci oparci o beczki z prochem lustrowali go niepewnymi spojrzeniami. Stał na środku ładowni gorliwie przedstawiając swoje racje. W głowach wielu z nich zrodziły się podobne pomysły. Mieli dość pracy przez całą dobę, maleńkich racji żywnościowych i ciągłego upokarzania ze strony kapitana. Gdy jednak plan został przedstawiony głośno, zaczęli powątpiewać w jego słuszność. Byli przekonani, że nic z tego nie wyjdzie. Pokusa wolności była jednak silniejsza. Jeszcze nie wiedzieli jak, nie wiedzieli kiedy, ale nie mogli pozostać bezczynni w tej kwestii.

     Ragetti ruszył z uśmiechem do kajuty kapitana. Biegł ile sił w nogach, gnany siłą impulsu. Zdawał się zupełnie nie słyszeć głosu powstrzymującego go Gibbsa. Wyhamował przed drzwiami do kajuty i odetchnął głęboko. Czuł, że to jego obowiązek. Uchylił je cicho i obejrzał się na przerażoną załogę.
         

     Ragetti ruszył z uśmiechem do kajuty kapitana. Biegł ile sił w nogach, gnany siłą impulsu. Zdawał się zupełnie nie słyszeć głosu powstrzymującego go Gibbsa. Wyhamował przed drzwiami do kajuty i odetchnął głęboko. Czuł, że to jego obowiązek. Uchylił je cicho i obejrzał się na przerażoną załogę.
     — Zawali cały plan. Niech go ktoś zabije. — syknął barczysty, łysy pirat.
Gibbs tylko pokręcił głową, nie spuszczając wzroku z jednookiego. Ragetti wsunął się do kajuty. Rozejrzał się po ciemnym pomieszczeniu. Spojrzał na śpiącego Barbossę i zaczął przetrząsywać skrzynie. Szabla, gdzie szabla? Kropelki potu wystąpiły na jego czoło. Ubrania, fajki, buty... To nie to. Serce biło mu jak oszalałe. Wreszcie w oczy rzuciło mu się to, czego szukał. Podpełznął do koi. Zerknął raz jeszcze na kapitana. Przełknął głośno ślinę i złapał za rękojeść szabli. Wykonał szybki ruch ręką i wyciągnął broń z pasa Barbossy. Ten obudził się i ze złowieszczym uśmiechem zerwał się z materaca. Ragetti ruszył do drzwi. Zdążył je jedynie otworzyć, gdy poczuł chłód sztyletu przy szyi i silny uścisk Hectora. Spojrzał panicznie na Gibbsa i rzucił mu szablę. W mgnieniu oka opuściła go szaleńcza odwaga. Jego oddech stał się głośny i nerwowy. Ledwo utrzymywał się na nogach.
      – Marne psy pokładowe! Szczury! Naprawdę sądziliście, że niczego nie podejrzewałem?! – Barbossa patrzył kpiąco na załogę. W jego oczach byli bandą głupców. Ich plan nie miał prawa się udać - Jednak muszę przyznać, nie sądziłem, że będziecie na tyle głupi i wyślecie tego idiotę na tak istotny manewr. Najwyraźniej nic dla was nie znaczy. – Docisnął ostrze do szyi Ragetti'ego z drwiącym uśmiechem.
     – Nie waż się! – wykrzyknął Gibbs – Bunt nie był jego pomysłem, tylko moim. Więc jeśli cię tak korci, żeby kogoś zabić, spróbuj zabić mnie.
W jego oczach malowała się determinacja. Jeśli ktoś miał ponieść konsekwencje za niedopracowany plan. to tylko on. Dzierżył w swoich dłoniach szablę Czarnobrodego, ale nie mógł cenić jej wyżej, niż życie tego człowieka.
Barbossa doskonale zrozumiał aluzję. To miał być pojedynek na śmierć i życie, pojedynek o wszystko, o szablę, o Perłę, o honor. Cisnął Ragettim o deski pokładu i podszedł go Gibbsa. Napięcie między nimi było wręcz namacalne. Załoga rozsunęła się na boki. Ta noc przesądzi o wszystkim.
     Szable zetknęły się ze sobą. Oboje walczyli z niesłychaną precyzją. Barbossa zamachnął się ciężkim żelastwem, jednak Gibbs sprawnie odparował atak. Powietrze stało się ciężkie. Zdawało się, jakby czas stanął w miejscu. Walka toczyła się szybko. Dźwięk ostrzy przecinał gęstą ciszę. Świst, chłód miecza, ból, syk, krew. Odparowanie ataku. Gibbs powoli opadał z sił, bladł. Śmierć wisiała nad nim jak ostrze gilotyny. Jego koszula z każdą chwilą coraz mocniej zabarwiała się szkarłatem. Barbossa nie ostał się bez ran, jednak nie były one tak głębokie. Wygrana była blisko. Nad Gibbsem czuwała jednak jakaś siła, która nie pozwalała na taki obrót spraw. Ciemne, nocne niebo zasnuło się chmurami. Sklepienie przeszyła błyskawica. Wicher zerwał się z potworną siłą miotając okrętem. Deszcz lunął na walczących. Gdy Hector miał zadać decydujący cios, Perła przechyliła się na jedną stronę, pozbawiając go równowagi. Runął na mokre deski. Kilku załogantów złapało omdlałego Gibbsa i z trudem zaniosło go do kajuty. Inni walczyli z szalejącym żywiołem.
     Barbossa złapał się belki masztu, zaciskając zęby. Deszcz uderzający w jego rany, uwydatniał ból. Miał wygrać, a wygląda na to, że ma jednak większe szanse na śmierć.
     – To nie koniec twoich problemów, Hector. – usłyszał. Nie wiedział, czy to od zmęczenia i cierpienia, czy głos był realny, jednak wywołał u niego falę lęku. Falę prawie tak silną, jak ta, która po chwili ogarnęła Perłę.

________________________________________________________________



Pozostawiam rozdział waszej opinii.
Jest średni, szczególnie mając na uwadze opóźnienie, z jakim go dodaję.
Cierpię na brak weny, czego bałam się jak ognia,
 ale niestety przylazło ToTo i mną zawładnęło.
W tym rozdziale troszkę przybliżam wam główny wątek opowiadania. ;)
Ahoj, kamraci!

18 komentarzy:

  1. Świetne!!!!! Czekam na więcej!!!!!! A GIBBS TO STARY DZIADEK, ALE W NIEGO WIERZE I WYGRA!!!! ŻWAWO MI Z TYM NAST ROZDZIAŁEM!!!!!
    follow me on instagram: http://www.instagram.com/famous_Yammy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super!!!!! Cieszę się, bro!!!!!!!
      follow her on instagram: http://www.instagram.com/famous_Yammy

      Usuń
  2. Ahoj kochana! Doczekałam się nowego rozdz, bosko :D daj spokój, idzie ci świetnie, tylko czekać na więcej! Ściskam mocno ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie świetny rozdział. Nie dziwię się, że Gibss chciał buntu, jednak przypuszczałam, że Barbossa od razu będzie o wszystkim wiedział. Wydaje mi się, że on i tak w tym wszystkim polegnie, a wygrają siły dobra. Jeśli w ogóle w tych cudownych piratach jest chociaż krzta dobra :')
    Dziwię się, że Sparrow jeszcze nie przyszedł po Angelice, ale wiem, że jej nie odpuści. No ale pojawi się w jego życiu Amelia, więc różnie sprawy mogą się potoczyć.
    Pozdrawiam,
    Sparrow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^^ Czyżbym była przewidywalna? Muszę czymś zaskoczyć ;)

      Usuń
  4. Już dawno zaplanowałam, że przeczytam jakieś ff pirackie i padło na twoje! Niestety dopiero dziś miałam chwilę czasu, by wszystko przeczytać.
    Może zacznę od kilku rad? Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko :D
    1. Najlepiej pisać w Wordzie. Bez zmieniania czcionki, bo oryginalna z Worda skopiowana do edytora posta w Bloggerze zmieni się na tą ustawioną (taa, trochu skomplikowane). Polecam wyjustować tekst, bo wygląda estetyczniej, tak jak w książkach no i w ogóle. W Wordzie możesz dodać akapity, które są również przy dialogach! Kiedy kopiujesz całość do edytora posta, akapity tam zostaną i nie trzeba będzie męczyć się ze spacjami. To taka przydatna rada, mi się bardzo przydała. :D
    2. Widzę, że z dialogami z posta na post jest coraz lepiej, ale dziwi mnie widok raz myślnika, raz dywizu, a raz jeszcze półpałzy! Widzę, że chcesz jak najlepiej, więc odsyłam cię tu - http://spis-opowiesci.blogspot.com/2014/11/rozmiar-ma-znaczenie.html - przydatny poradnik o tych wszystkich pauzach i myślnikach. :D
    3. Co do dialogów, to, jak mówiłam, jest coraz lepiej, ale są błędy jak np. to:
    " – Mam do ciebie sprawę – zaczął, sadowiąc się na wilgotnej podłodze – Jeszcze za życia Czarnobrodego opowiadano o nim różne dziwne historie" - po "podłodze" powinna być kropka, bo to tak jakby koniec zdania. "Jeszcze" jest poprawnie, wielką literą, a przed wielką literą zawsze jest kropka! :)
    "Ale wiem, że jest jeszcze przynajmniej jedna... — spojrzał na kobietę ostrożnie – I wiem, że ty ją znasz" - "spojrzał" z wielkiej litery, bo to opis czynności, nie wypowiedzi. I po "ostrożnie" kropka, jak wyżej.
    To przykłady błędów, jest ich trochę więcej, ale nie będę pisać w kółko o tym samym, myślę, że wystarczą przykłady.
    Całe opowiadanie jest przyjemne, dobrze mi się czyta.
    Podobają mi się te typowo pirackie odzywki (nie wiem, czy tak jest na każdym blogu o tej tematyce, bo to pierwszy, który czytam). Jak na razie średnio lubię Amelie, ale to dlatego, że jest nieco sztywna i nie potrafi się zabawić, nie to co Jack. A przynajmniej tak mi się na razie wydaje, może potem coś się zmieni. :)
    Charakter Jacka jest całkiem fajnie oddany, myślę, że dobrze go odzwierciedlasz :D
    Napisałabym coś więcej, ale padam z nóg, wszechobecna grypa ogarnęła i mnie. :(
    Pozdrawiam i czekam na więcej! :D
    Ahoj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! ;) Nie mam nic przeciwko radom! Broń Boże! Jest wręcz odwrotnie - ja ich potrzebuję i cieszę się ogromnie, gdy jakiś serdeczny kamrat mi je poddaje. ;)
      Z tymi dialogami, dywizami, półpałzami mam ogromny problem. Dzięki za podesłanie artykułu, bo dla mnie myślnik to myślnik. :D
      Amelie postaram się dopracować. Chciałabym by bardziej budziła sympatię.
      Też pozdrawiam i mam nadzieję, że już wyzdrowiałaś. Tym razem to mnie coś bierze :/
      Ahoj!

      Usuń
  5. Ta błyskotliwość Gibbsa xD
    "– Czego ludzie pragną najbardziej, jeśli nie pieniędzy, panie Gibbs?
    – Sławy? – zapytał i popatrzył na nią niepewnie – Wolności?"

    Jestem bardzo, bardzo zadowolona z tego rozdziału (podobnie jak z reszty, ale no zawsze warto dać jakieś życzliwe słowa xD). Świetnie wcielasz się w rolę pirata, wygląda na to, jakbyś doskonale ich znała - sposób mówienia, zwyczaje, rodzaj myślenia...
    Proszę cię! Nie każ mi tak długo czekać na następny rozdział, naczekałam się sporo na ten.
    Wydaj z tym książkę ♥ Niech nakręcą film na jej podstawie ♥

    Ale tak serio... Dziwię się czemu Jack tak.. no.. Nie przyszedł po Angelikę. I w filmie i w twoim tekście widać, że nie jest mu ona obojętna, jednak jej nie ratuje. Przykre.
    Zmień to.

    No to kamracie, chyba tyle, co mogę ci napisać ;)
    Życzę weny, wielu kuflów rumu i wiatru w żagle!

    "My jesteśmy czarne owce
    Naszą drogą są manowce
    Nie ma to jak Rumu picie
    Bo to jest pirackie życoe
    Saame czaaarne oooowce.
    Każdy piiije co chcee"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahoj, Sombra! Twoje komentarze zawsze powodują u mnie szeroki uśmiech. Słodzisz, ach słodzisz mi! ;) Nie wiem czy to dobrze.
      Hahaha, książkę? Film? Nie mam predyspozycji. :D Ale cieszę się, że ci się podoba.
      Aj, jak na razie wiatr jedynie w oczy. Wena zniknęła, a ja błąkam się po oceanach bez busoli, bez rumu i załogi, na przeciekającym okręcie. Ale ja się nie poddam! Tyle mogę ci obiecać. Co byłby ze mnie za pirat! ;)

      "Jo ho, jo ho, pirackie życie to mój żywioł.
      Jesteśmy łotry, kanalie, paskudy i obwiesie,
      Wypijmy razem, kamraci, jo ho!
      Są z nas diabły i czarne owce, zaprawdę źli kolesie,
      Wypijmy razem, kamraci, jo ho! "

      Usuń
    2. Zapiszę się do twojej załogi, a sama już nie będziesz przemierzała mórz... każdy potrzebuje towarzystwa, inaczej wymyślisz sobie klony na statku... :o

      Czasami tak bardzo żałuję, że niektórych ludzi mogę poznać tylko przez internet, że nie może nikt sobie tego wyobrazić. Przykre.

      Pisz ten rozdział.
      Bo ja czekam.
      Pisz.
      Niech wena cię natchnie.
      Pisz.
      Pisz.
      Pisz.
      Pisz.
      Pisz.
      Pisz.
      Tak, to rozkaz.

      Liczę na ciebie! (:

      Usuń
  6. NOMINACJA
    http://jacksparrow-inlove.blogspot.com/2015/03/the-versatitle-award.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej;)
    Jakiś czas temu znalazłam gdzieś Twojego bloga i postanowiłam go przeczytać w wolnej chwili. Z wielką ciekawością zasiadłam do rozdziałow, ponieważ nigdy jeszcze nie czytałam czegoś o podobnej tematyce. Nie oglądałam nawet Piratów z Karaibów, dlatego pewnie wiele kwestii będzie dla mnie niejasnych bądź nieoczywistych, ale jak na razie wydaje mi się, że rozumiem wszystko. Niewiele mogę powiedzieć na razie o postaci Jacka i jego zamiarach, bo jeszcze za mało wiem na jego temat. A głównie na temat jego uczuć. Natomiast podoba mi się postać Pani Kapitan, mimo że na razie sprawia wrażenie bardzo oschłej. No, ale musi przecież wzbudzać respekt i szacunek, więc rozumiem jej zachowanie. Jestem tylko ciekawa, co dalej dla niej szykujesz;D No i dla Jacka. Na początku zastanawiałam się, czy Sparrow i ona będą mieć jakiś romans albo coś, ale jak przeczytałam, że na niego już czeka inna kobieta to zmieniłam zdanie;D

    Od samego początku zapałałam sympatią do Gibbsa. Widać, że mężczyzna jest twardy i chce coś zmienić na pokładzie. Podoba mi się jego sposób bycia i myślenia. Wydał mi się naprawdę wartościowym facetem, który zasługuje na zajęcie miejsca Barbossy. Miałam duże obawy, gdy zaczęła się między nimi walka, ale odetchnęłam z ulgą, gdy Gibbsowi nic wielkiego się nie stało. Mam nadzieję, że reszta załogi stanie teraz po jego stronie.

    Opowiadanie bardzo mi się spodobało. Piszesz przyjemnie i lekko, a to według mnie duże auty. Dlatego życzę Ci dużo powodzenia i ogromu weny do kolejnych rozdziałów;)

    A gdybyś miała ochotę to zapraszam do siebie ;)
    Pozdrawiam!

    sila-jest-we-mnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej kochana nowy rozdział u mnie :) żyjesz?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę Cię serdecznie przeprosić za to, że tak dawno nie odwiedzałam Twojego bloga... Jednakże z ogromną chęcią nadrobiłam zaległości. :)
    Wracając do poprzedniego rozdziału - pełen szok jeśli chodzi o tajemniczego Anglika, który okazał się bratem Amelie... w dodatku dowiadujemy się, że nie łączą ich ciepłe, rodzinne relacje. Na pewno nie. :D
    Uwielbiam Cię za ten moment, gdzie Gibbs wyznaje Angelice, że Jack ją kocha! <333 Pomimo tego, że wolę go w roli łamacza serc, to cudownie jest czasem poczytać o jego słabościach miłosnych. Świetny moment. ^^
    Trzeba Ci przyznać, że genialnie opisałaś walkę Hectora z Gibbsem, pełna wrażeń i profesjonalnych opisów.
    Ciekawe jak dalej potoczą się losy ludzi na Perle. :)

    Cieplutko pozdrawiam i życzę duuużo weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiesz, ze ja całkiem zapomniałem, że Barbosa miał na imię Hektor ;-) Powinienem był to zapamiętać, bo to jedno z moich ulubionych imion męskich. Nawet jednemu ze swoich bohaterów je nadałem.
    To dobrze, że Jacka zamierzasz splatać z Angeliką, a nie z Amelią, bo tego się bałem.
    Nie uważam by Jack miał w dupie załogę, bo tak naprawdę to oni go zostawili, a nie on ich. Jednak Angelica nie jest niczemu winna, więc mogłaby ją ocalić.
    Jedno do czego mam zastrzeżenia, to że wprowadziłaś nagle dużą ilość bohaterów, a nie zapoznałaś nas z nimi wystarczająco, jakbyś się gdzieś spieszyła. Nie każdy oglądał ten film, więc... dobrze by było opowiedzieć historie poszczególnych bohaterów, opisać ich (chodzi tu o charakter i styl bycia, niekoniecznie wygląd).
    Wiedziałem, że Gibbs nie umrze, za bardzo faceta lubiłem i wielu zapewne też byś się go pozbyła tak... właściwie bezsensu i niemal na samym początku.

    OdpowiedzUsuń